Piątek 30 lipca 2010

Tygodnik Regionalny 7 dni

A.K,7dni 29 maja 2009

Kaleka z Iinishamaan w politechniku

W ostatnią środę, w ramach Międzyuczelnianej Konferencji Język – Teatr - Literatura IV, Studenckie Koło Teatralne "naJana" zaprezentowało na deskach Klubu Politechnik spektakl Martina McDonagh'a w reżyserii Jakuba Jury.

Grupa studentów Akademii im. Jana Długosza pokazała prawdziwy kunszt aktorski, daleki od zabawy w teatr. Prawdziwe emocje, na prawdziwej scenie, w wykonaniu prawdziwych aktorów.

Spora grupa widzów zebrała się na widowni Politechnika. Studenci, wykładowcy i najbliżsi aktorów – amatorów od początku przedstawienia żywo reagowali na, co zabawniejsze kwestie, a tych było cała masa. Nic dziwnego - twórczość irlandzkiego dramatopisarza często określa się mianem najzabawniejszej tragedii.

Akcja sztuki toczy się w 1934 roku, w miejscowości Inishmaan. Jego mieszkańcy żyją wiadomością o ekipie filmowej z Hollywood, kręcącej na sąsiedniej wyspie Inishmore zdjęcia do produkcji filmowej. Zamknięci w swoich problemach, skazani na szarą codzienność i monotonię, żyją marzeniami o wielkim Hollywood. Nie każdy jednak ma odwagę walczyć o ich realizację. Ku zaskoczeniu nadopiekuńczych ciotek, plotkarza Johny’ego, jego matki – alkoholiczki, zwariowanej Helen, cieszącego się nienajlepszą opinią Babybobbiego oraz lokalnego doktora - szansę na karierę otrzymuje tytułowy kaleka i sierota - Billy Claven. Mimo lęku przed morzem, na którym stracili życie jego rodzice, bierze sprawy w swoje ręce i wyrusza na spotkanie przygodzie.

Sztuka "Kaleka z Inishmaan" przesycona jest humorem. Bawią postaci, sytuacje, dialogi. Ale jest to przede wszystkim szuka o ludzkich marzeniach, pragnieniach i potrzebie wyrwania się z małego światka, w którym człowiek tkwi zamknięty wbrew swojej woli. Na pozór abstrakcyjne marzenia o karierze w odległej, niemal boskiej Ameryce stają się czymś realnym i możliwym do osiągnięcia. "Kaleka z Inishmaan" to również sztuka o odwadze pokonywaniu swoich lęków i ograniczeń, o przełamywaniu ram, w jakich umieścił człowieka los. Nie ma rzeczy niemożliwych, są jedynie obawy przed podjęciem ryzyka. A to z kolei nie musi by z góry spisane na porażkę, bo przecież za wielkim i głębokim morzem ludzkich lęków, czekać może nagroda w postaci nowego, lepszego życia.

Na spektakl grupy "naJana" udałam się z nieskrywaną ciekawością – głównie (jeszcze do niedawna) kolegów z braci studenckiej. Widziane dotychczas na uczelnianych korytarzach twarze, zaskoczyły poziomem prezentowanych umiejętności. Rzec by się chciało – pełna profesjonalka. Należy w tym miejscu dodać, że grupa działa od niespełna 2 lat. Już po pierwszych frazach widać, że to prawdziwi pasjonaci, którzy nie bawią się w szkolny teatrzyk, ale zawodowo podchodzą do rzeczy. Jedyne zastrzeżenia dotyczyć mogą akustyki, bo nie każde słowo docierało do "– nastego" rzędu, o sprawiało, że salwy śmiechu dochodzące z przodu nie zawsze były oczywiste. Jakub Jura, Radomir Rospondek, Michał Hupa, Marta Wojtasik-Seligman, Tomasz Nowak – zapamiętajcie te nazwiska.

Reklama

Plakat Promocja