Częstochowa zza billboardu
Skrzyżowanie Alei Jana Pawła II z Kościuszki, jedno z większych skrzyżowań w Częstochowie.Samochody osobowe, linia tramwajowa i niemała ilość pieszych. Skrzyżowanie obciążone ze względu na brak obwodnicy wokół Częstochowy, stąd ciąg komunikacyjny łączący "jedynkę" z drogą na Lubliniec, Kłobuck.
Tam gdzie ludzie tam i billboardy
Niedługo trzeba było czekać by skrzyżowanie obrosło wielkoformatowymi reklamami.
Kurczak 3,50; parówki kilogram 4,50; drzwi rozsuwane, wiatrówki rozstrzelane.
Do grona blaszanych tablic dołączyła w zeszłym roku królowa reklamy zewnętrznej ostatnich czasów - świetlna matryca o wielu twarzach i boskim imieniu MediaCreate.
I w czym jest problem ?
Jeszcze kilka lat temu po długiej dyskusji zakazano rozmów telefonicznych podczas prowadzenia samochodu.
I jak przyznają kierowcy - słusznie. Rozmowa i jednoczesne kierowanie samochodem może stanowić przyczynę kolizji. Ekipy przyjeżdżające do wypadków samochodowych niejednokrotnie spotykają się z sytuacją, że przy ofiarach znajdują telefony komórkowe z niedokończonymi sms'ami. Także nad słusznością tego zakazu chyba nie ma co już dyskutować.
Kolejny billboard świetlny powstał przy zjeździe z E16 w ulicę Krakowską. Skrzyżowanie dobrze zabezpieczone sygnalizacją świetlną, brak pieszych ale na pewno billboard świetlny w tym miejscu, który odwraca uwagę od tego co na drodze nie jest wskazany.
Może czas rozpocząć dyskusję nad usunięciem tablic reklamowych, a w szczególności billboardów świetlnych ze skrzyżowań ?
W zeszłym tygodniu w środowe południe miał miejsce wykład stowarzyszenia MiastoMojeAwNim.pl, starające się uregulować rynek reklamy zewnętrznej.
Stowarzyszenie MMAwN, stara się zwrócić uwagę na coraz bardziej szerzący się problem nieokiełznanego rozrostu reklamy zewnętrznej.
Widzi w tym zagrożenie - głównie to unifikacja wizualna naszego kraju.
Ze smutnym uśmiechem za przykład podają Zakopiańskie Krupówki, gdzie już dawno zamiast architektury regionalnej widać świetlne billboardy. Czy polskie plaże, które stały się centrami reklamowymi nie wspominając o zimowych trasach narciarskich gdzie przy wyciągach pojawiają się świetlne reklamy.
Każde miasto zaczyna wyglądać podobnie, a zabytkowe rynki zaczynają najczęściej przypominać jedną wielką reklamę piwa, i chyba po marce można jeszcze rozpoznać w jakim mieście jesteśmy.
Od strony prawnej, słowo reklama występuje jedynie w zapisie o prawie drogowym i jest tam przedstawiona jako tablica z treścią reklamową. Brakuje konkretnych zapisów, które by temat regulowały. Stowarzyszenie chce swoimi działaniami wpłynąć na mentalność ludzi, szukać i proponować rozwiązania, które pomogły by rządzącym odpowiednio przygotować akty prawne regulujące ten rynek.
Nie są przeciwnikami reklamy - jak sami mówią, ale sprawa się wymyka spod kontroli i należy działać.
Chłopaki do bicia
Najłatwiej jest rozmawiać z przedstawicielami dużych firm, które posiadają serie nośników, takimi jak: AMS czy Ströer.
Obecnie w Polsce jest około 130 tysięcy takich legalnych nośników, w samej Warszawie 20 tysięcy, a co ciekawe kilkakrotnie większym Paryżu zaledwie 2 tysiące.
To pokazuje jedynie, że Polska jest dzikim wschodem reklamy.
Te systemy billbordowe to połączone organizmy z innymi platformami reklamowymi. Przykład firmy AMS, która należy do Agory i tak wspólnie z Gazetą Wyborczą stanowią uzupełniający się system nośników reklamowych.
Według np. nieoficjalnych informacji przedstawicieli Ströer'a, których można spotkać na wielu prezentacjach firmy. W obecnym momencie nie mają żadnych problemów finansowych - zapotrzebowanie na reklamę zewnętrzną jest ogromne.
Jednak według MMAwN to akurat są takie trochę "chłopaki do bicia" z nimi łatwo dyskutować, nakładać kary czy po prostu rozmawiać. Gorzej z billboardami nielegalnymi czy zwykłymi przydrożnymi blachami.
Co z blachami przy trasach wylotowych ?
Tutaj sprawa jest trudniejsza niż się wydaje, MMAwN, podało za przykład zdarzenie ze stolicy, gdzie urzędnicy zlecili wycięcie wszystkich nielegalnych reklam przy trasach wylotowych, i co się stało ?
Następnego dnia do sądu weszła seria zażaleń o naruszenie własności prywatnej, do tego miasto, poza wypłaconymi odszkodowaniami musiało zmagazynować wszystkie te blachy.
Sprawa w tym wypadku wydaje się beznadziejna i nie łatwo będzie się pozbyć tego typu reklam.
Przepisy mówią jedynie, że na umieszczanie reklam w pasie drogowym musi wyrazić zgodę zarządca drogi i tylko w wyjątkowych sytuacjach może odmówić.
Próba zwrócenie się o pomoc do prawa budowlanego też kończy się fiaskiem, bo nawet jeśli jest to duży billboard, to zamiast fundamentu wystarczy stelaż posadzić na betonowym cokole i jest to już zaliczane do tzw. małej architektury, która wymaga jedynie zgłoszenia. W miastach natomiast możemy się spotkać z "kwietnikami", tzn. te betonowe cokoły mają niby służyć za kwietniki, sposobów jest wiele na ominięcie prawa budowlanego, stąd MMAwN proponuje również uwzględnienie w prawie budowlanym czwartej kategorii, która miała by się zajmować jedynie reklamą.
O jakich pieniądzach mówimy
Rynek reklamy zewnętrznej - legalnej, według MMAwN wart jest około miliarda złotych rocznie. Przykładowo, wywieszenie reklamy wielkoformatowej w centrum Warszawy to ceny 100, 200 czy 300 tysięcy złotych za miesiąc.
Oczywiście w Częstochowie nikt tyle nie dostanie za umieszczenie takiego billboardu na swojej kamienicy.
Dochodzi do sytuacji, że nie opłaca się kończyć remontu kamienicy, np. z przeznaczeniem na usługi hotelowe, bo wystarczy zwykły rachunek finansowy by zobaczyć, że zyski z reklamy są na tyle duże, że nie warto dokańczać remontu - dodają.
Wszystko to jednak tyczy się reklamy legalnej, czym innym jest reklama nielegalna.
Szara strefa reklamy
Mówiąc o szarej strefie mamy zawsze w wyobraźni coś choć trochę utajnionego. Usługi wykończeniowe, handel na ryneczku, coś co można ukryć przed fiskusem, ale jak się okazuję można w centrum stolicy wystawić reklamę pokrywającą całą kamienicę i robić to nielegalnie, i to przez kilka lat.
Jak to zrobić ? Wystawiamy reklamę, wysyłamy pytanie np. do konserwatora zabytków, następnie nie odbieramy zwrotnego listu poleconego z oczywistą odmową. Wystarczy ten stan utrzymywać przez czas trwania kampanii reklamowej, np. miesiąc czasu. Następnie zdejmujemy plandekę i procedurę rozpoczynamy od nowa z okazji kolejnej kampanii reklamowej.
Inny przykład reklamy - "karteczki" na wszelkich słupach, przystankach i innych niepozornych miejscach. W naszej świadomości zakorzeniło się to, że to jakaś osoba szuka swojego pieska i rozkleja kilka ogłoszeń - mit. To działanie zaplanowane, można wynająć odpowiednią firmę, która przeprowadzi taką nielegalną kampanię. Ekipy rozklejające znają dokładnie grafiki służb porządkowych i wiedzą kiedy rozklejać ulotki.
Graffiti, to coraz częściej stosowana reklama. Uproszczone logo, symbol, ewidentnie kojarzący się z marką malowany jest na murach, chodnikach. Udowodnienie firmie, że to na jej zlecenie powstała ta seria rysunków jest właściwie niemożliwe.
Czy można w takim wypadku temu jakoś zaradzić ?
Przestańmy myśleć o reklamie zewnętrznej jako o fizycznym nośniku informacji
- mówią, przedstawiciele stowarzyszenia.
Za każdym razem kiedy o reklamie będziemy myśleć jako przedmiocie fizycznym takim jak bilobardy czy tablica świetlna to ponosimy klęskę.
Nawet jeśli dokładnie określimy jakich wymiarów ma być tablica to następnego dnia agencje reklamowe wymyślą coś co obejdzie ten zakaz.
Jeśli zabronimy stawiać billboardy, to pojawią się one na przyczepach, albo tak jak jest to popularne w większych miastach bezpośrednio na samochodach zaparkowanych w strategicznych marketingowo miejscach. Jeśli zabronimy przyczep, to zaczną je nosić ludzie.
Termin prawny: Wspólna przestrzeń wizualna mógłby ten problem rozwiązać.
MMAwN zwracają uwagę na to, że ta wspólna przestrzeń wizualna jest wykorzystywana całkowicie za darmo.
My obywatele nic z tego nie mamy. Jako przykład już skrajny podają, że np. w Austrii za wywieszenie na samochodzie kartki z informacją o sprzedaży należy uiścić opłatę kilku euro.
3 % podatku od wartości kontraktu wystarczy - proponują.
Oczywiście pojawią się problem jak poznać rzeczywistą wartość kontraktu. W tym wypadku wycena wywieszenia reklamy na nośniku może być zaniżona do przysłowiowej złotówki, a faktura wystawiona choćby za projekt graficzny.
