Rozmowa z Konradem Knapikiem
RENATA GRUCA 26 października 2009
Moje Indie
Wpadłam na niego na jednym z cyklu spotkań o Indiach, wcześniej trafiłam przypadkiem na jego slide show. Słuchając z jaka pasją opowiada o Indiach i Kalkucie postanowiłam dowiedzieć się czegoś o jego życiu w tym egzotycznym kraju...
Z urodzenia częstochowianin, z wykształcenia informatyk programista, który jak chyba większość świeżo upieczonych magistrów marzy o własnym biznesie i karierze.
Niestety los miał wobec niego własne plany i spłatał mu figla. Po doświadczenie zawodowe i pracę wyjechał na południe Azji.
O miłości do Indii, ich egzotyce i fotografii rozmawiam z Konradem Knapikiem.
Informatyk programista w Indiach... jak dla mnie brzmi to trochę nie realnie, czy to w ogóle możliwe
Jeszcze 5 lat temu było to także nierealne dla mnie. Programowanie w Indiach kojarzyło się raczej
z pisaniem algorytmów do prostowania bananów, niż
z rzeczywistą pracą. Jednak los daje nam czasem szansy, o których nie jesteśmy w stanie pomyśleć. Jako informatyk w Indiach pracowałem 4 lata w dwóch różnych firmach indyjskich. Pisałem oprogramowanie dla najbardziej rozpoznawalnych firm na świecie, jak General Electric, Citi Bank, AC Nielsen. Może nie każdemu tej nazwy kojarzą się z czymkolwiek, ale są to potentaci światowi w swoich kategoriach. Sama firma indyjska, TATA Consultancy Services, w której spędziłem ponad 3 lata to dwunasta firma informatyczna na świecie. Takie dane robią wrażenie.
Mając możliwość wyboru innych krajów wybrałeś Indie, dlaczego?
Ja zawsze mówię, że Indie to było moje przeznaczenie. Gdy byłem bardzo małym kilkuletnim chłopcem podobno mówiłem swojej siostrze, gdy mnie zdenerwowała, że jak będę duży to wyjadę gdzieś bardzo bardzo daleko i mnie już wcale nie zobaczy.
W wieku 15 lat kupiłem książkę o Indiach, sam dokładnie nie wiedząc po co. Książka przeleżała na półce 11 lat. Nigdy jej nie otworzyłem. Dzisiaj jest dla mnie podstawową pozycją. Żeby jeszcze bardziej podkreślić to przeznaczenie, powiem, że w styczniu 2005 roku – wyjechałem w czerwcu 2005 – miałem sen w którym w jakimś upalnym miejscu jechałem jakimś dziwnym pojazdem. Były palmy. Wiedziałem, że gdzieś nie tak daleko jest morze, aczkolwiek z tego miejsca go nie widać. Dokładnie po roku ten sen powrócił jak bumerang, gdy pojechałem odwiedzić koleżankę w Pune. Okazało się, że tym gorącym miejscem było właśnie Pune, 3 godziny od Mumbaju i wspomnianego morza. Dziwnym pojazdem była autoriksza.
Mówiąc jednak trochę bardziej poważnie, dziewczyna z Aiesec, która szukała mi stażu uparła się, że wyśle mnie do Indii. Znalazła opcję w Kalkucie – no i pojechałem, nie mając zupełnie żadnego pojęcia o Indiach. Nie pamiętam nawet, czy kojarzyłem Mahatmę Gandhiego. Nie był to więc mój pomysł. Ja go tylko zaakceptowałem.
A wyjechałem dokładnie 6 dni po obronie pracy magisterskiej. Cały dzień musiałem spędzić pod dziekanatem żeby uprosić dziekana o przesunięcie obrony na wcześniejszy termin, bo miałem już kupiony bilet do Indii
i ustaloną datę rozpoczęcia stażu.
Co jest dla Ciebie takiego magicznego w Kalkucie
Co do magii tego miejsca, trudno to dokładnie opisać. Kalkuta stała się moim miejscem na Ziemi. Moim domem. Częstochowa jest miastem urodzenia, miastem moich rodziców. Lubię Częstochowę, ale to Kalkuta jest numerem jeden. Tęsknię za nią, gdy jestem w jakimś innym miejscu. Za Polską nie tęskniłem nigdy. Bengalczycy mają takie powiedzenie ‘Kalkuta jest stolicą świata, chociaż świat nie ma o tym żadnego pojęcia’. Ja lubię klimat tego miejsca. Stare, piękne zniszczone budynki. Ludzi, którzy żyją wolniej niż w Polsce. Zasady jakie tam panują, oraz kontrast – bieda i bogactwo, życie i śmierć, nowoczesność i tradycja. Urzeka mnie też kultura i religijność tych ludzi. Mam wrażenie, że tam niewiele rzeczy robi się na pokaz. Indie dają mi większą wolność oraz pewien uduchowiony stan umysłu. Mam tam znacznie mniej rzeczy o które muszę się martwić. Świat z perspektywy Indii wydaje się inny, bardziej spokojny i harmonijny. Indie weszły mi w krew, a i ja do nich pasuję do tego stopnia, że wszechobecni żebracy zwyczajnie do mnie nie podchodzą, atakując tym samym każdego innego obcokrajowca.
Kultura, kuchnia, religia, klimat... co było dla Ciebie najtrudniejsze do zaakceptowania po wyjeździe
Pytasz o rzeczy, które wydarzyły się dawno, ponad cztery lata temu. Na samym początku chyba wszystkie z tych rzeczy były trudne. Najbardziej jednak klimat i kuchnia. Ciągle pamiętam jak pierwszy raz, a było to w czerwcu, wyszedłem z lotniska. Ja nie mogłem oddychać! Było straszliwie gorąco, a do tego jeszcze ta wilgotność. Masakra. Spróbuj kiedyś zamknąć się w samochodzie, który stał kilka godzin na słońcu w temperaturze ponad 40 C. Zamknij wszystkie szyby i nakryj się grubą zimową kołdrą. Ilość powietrza, która będziesz mieć po kilku minutach jest właśnie porównywalna z powietrzem w Kalkucie. Do tego trzeba się po prostu przyzwyczaić. Do tego, że gdy stoisz w autobusie pot spływa ci z karku do majtek, a ty nie możesz się ruszyć, bo jest taki tłok dookoła. Z jedzeniem na początku też nie było wesoło. Ja zawsze się uśmiecham, gdy znajomi w Częstochowie mówią, że coś jest ostre. Moje kubki smakowe po kilku miesiącach w Indiach tak się zmieniły, że po wyjeździe
z Indii nic nie miało smaku jeśli nie było pikantne. Teraz jednak jakoś to odczuwanie smaku się ustabilizowało. Po za tym, co tu dużo mówić o kuchni, gdy po 9 miesiącach w Indiach schudłem ponad 15 kg. Gdy wróciłem na tydzień do Polski byłem cieniem samego siebie. Jednak po około dwóch latach w Indiach wszystko się odwróciło i zacząłem bardzo szybko przybierać na wadze. Miałem niesamowity apetyt. Później musiałem się odchudzać dietą z samej wody i owoców.
A co z kulturą i religią? Są one przecież zupełnie odmienne od naszych
W tym temacie, cieszę się, że wyjechałem do Indii nie wiedząc zupełnie nic o nich. Pozwoliłem, żeby kultura
i religia same we mnie wniknęły. Z Indiami w ogóle jest tak, jak z wodą. Najlepiej położyć się na wodzie
i pozwolić aby prąd sam nas poniósł. Może czasem jakaś fala lekko nas podtopi, ale nigdy nie utoniemy całkowicie. Mieszkając w Kalkucie nauczyłem się słuchać, obserwować. Jest to zdecydowanie ważniejsze od zdolności mówienia. Ważne jest też zaufanie do nieznanych ludzi. Jeśli coś proponują najczęściej się zgadzam. Gdy chcą mnie zabrać do świątyni, idę. Gdy proponują sok z trzciny cukrowej wyciskany przez uliczną wyżymarkę, piję. Jeśli oni składają hołdy bogom, staram się ich naśladować. W ten sposób poznaję kulturę, zwyczaje
i religię. Nie staram się wszystkiego od razu zrozumieć. Nauczyłem się już, że niektóre znaczenia, pojęcia, kiedyś same ułożą się w mojej głowie w pełną układankę. W tej chwili sporo już wiem o Indiach, w szczególności
o Bengalu, albo o Hinduizmie.
Jednak nadal czasem jakieś rzeczy mnie zaskakują. Bycie dzieckiem w wieku dojrzałym jest wspaniałą sprawą. Masz już dawno dowód w kieszeni, a nagle będąc przeniesionym do zupełnie innej kultury jesteś jak małe dziecko we mgle. I jak dziecko zaczynasz się wszystkiego uczyć. Wiesz, że na początku, ja nie byłem w stanie nic w sklepie kupić, i to nie z powodu bariery językowej, ale dlatego, że żadne produkty nie kojarzyły mi się
z dotychczas poznanymi. Musiałem się więc nauczyć kupować, przechodzić przez ulicę, porozumiewać się za pomocą indyjskich gestów, bo na przykład zwykłe kiwnięcie głową na tak lub nie, wygląda w Indiach zupełnie inaczej niż w Polsce.
Planujesz wyjechać do Indii na stałe, co na to Twoja rodzina
Moi rodzice zaakceptowali mój wybór, chociaż często wspominają, że woleliby abym był gdzieś bliżej, bo
o Polsce już dawno przestali nawet marzyć. Mama w tym temacie jest trochę bardziej liberalna. Ma takie podejście, że człowiek powinien być tam, gdzie się dobrze czuje. Jeśli więc ja dobrze się czuję w Kalkucie, niech więc już to będzie Kalkuta, chociaż ona i tak wolałaby Europę. Teraz jednak gdy mam dziewczynę Hinduskę
i planujemy się ze sobą związać na stałe, oni pogodzili się już chyba ostatecznie z tym, że ich syn zamieszka
w Indiach. Mój wybór stał się zupełnie naturalny.
Masz jakieś ulubione miejsce w Indiach, albo w samej Kalkucie
Mam kilka ulubionych miejsc w Kalkucie, oraz w okolicach. Bardzo lubię spacerować po małych świątyniach dookoła świątyni bogini Kali. Półmrok, palące się świece, zapach kadzideł, ludzie. W powietrzu unosi się magia, a ja odpływam we własnym umyśle. Lubię też spotkać się ze znajomymi, głównie Hindusami, w kultowym Oly Pub – najstarszym pubie w Kalkucie. Wystrój tego miejsca podobno nie zmienił się od początku powstania,
a liczy już on sobie około 50 lat. Ma niski sufit, świetne mięso wołowe, co jest w Indiach czymś rzadkim, oraz... szczury biegające po podłodze. Wiem, że te szczury wyglądają obrzydliwie, ale dodają w pewien sposób klimatu temu miejscu. Oprócz tego mam trzy miasta-wioski które lubię odwiedzać. Darjeeling u stop Himalajów. Tam jadę, gdy mam chandrę na cały świat. Dwa-trzy dni patrzenia na Himalaje, jedzenie tybetańskie, dużo chodzenia i święty spokój, i od razu wracam do pionu. Lubię też powłóczyć się rowerem po bengalskich wsiach niedaleko Shantiniketan, lub jechać nad Zatokę Bengalską do wioski rybackiej. Tam znalazłem najbardziej fotogenicznych ludzi świata. Uwielbiam im robić zdjęcia.
Jedną z Twoich pasji jest fotografia. Czy poza Twoimi stronami internetowymi można ją jeszcze gdzieś zobaczyć?
Póki co, jeszcze nie, ale mam plan-marzenie, aby z fotografii i Indii zrobić sposób na życie. Chociaż jak wiadomo nie jest to prosta sprawa. Chciałbym dokumentować Indie – ludzi, kulturę, religię. Na portalu mandragon.pl,
z którym od niedawna współpracuję, można przeczytać moje artykuły, które opatrzone są autorskimi zdjęciami. Nie jest ich dużo, ale ciągle przybywa. Miałem też dwa slajdszoły w Częstochowie, jednak były to tylko pojedyncze akcje. Może kiedyś będzie mnie więcej w różnych miejscach.
Nie pozostaje mi nic innego jak podziękować za rozmowę i życzyć szczęścia w dążeniu do marzeń.
Strony internetowe Konrada:
http://www.mojeindie.com.pl
http://www.konradknapik.com
Strona z którą Konrad współpracuje:
http://www.mandragon.pl
Inne artykuły autora: Dni Rakowa zapraszają, Teatralne „Szaleństwo we dwoje”, Świat malowany muzyką fortepianową..., Duet akordeonowy, Indiańska wioska, teleskop, uliczne grajki, Babska analiza męskiej owocowości, Częstochowskie Forum Kobiet, Marsz różowej wstążki w Dniu Matki, Bilans weekendu, Częstochowskiej Wiosny Studentów dzień drugi.
Przeczytaj 5 opinii
Dodaj swoją opinię »-
leon
2009-10-26
10:56:55Indie i Polska
Świetny wywiad. Naprawdę warto o takich ludziach pisać i robić z nimi wywiady. Niech pokazują siebie. Skromny człowiek. Gratulacje dla autora
-
pasażer na gapę
2009-10-26
18:40:56Eva S
Bardzo ciekawy wywiad ale to jedynie namiastka tego co Konrad może powiedzieć o Indiach. Sama korzystałam z jego wiedzy jak byłam w Kalkucie. Poprzednik ma rację - bardzo ciekawy człowiek i jego przygoda z Indiami - moim zdaniem wzorcowa. Życzę rychłego powrotu do City of Joy!
-
pasażer na gapę
2009-10-26
22:12:10Basia
Renia dalas przed wywiadem do wgladu Konradowi pytania na ktore odpowiada?
-
pasażer na gapę
2009-10-27
19:08:09Super ciekawy wywiad
Renia trzymaj tak dalej, wywiad na piątkę. Potrafiłaś w mistrzowski sposób wycisnąć tyle ciekawych informacji i zwierzeń od Konrada.
-
pasażer na gapę
2009-10-28
07:52:25Brawo
Super sie czytalo, ekstra wywiad!<br />Konrad - powodzenia z S no i w wojnie z ambasada!<br />Pozdrowienia z Delhi!<br />k.
Reklama na stacji
Kalendarium imprez w regionie częstochowskim
Dzisiaj >> Andrzej Wajda. Etnograficzny remanent
Jutro >> Andrzej Wajda. Etnograficzny remanent
Plener Party II
III Festiwal Jazzu Tradycyjnego w Złotym Potoku
Wkrótce >> Andrzej Wajda. Etnograficzny remanent
III Festiwal Jazzu Tradycyjnego w Złotym Potoku
Zostań na pokladzie - baw się na Promenadzie
Kino letnie pod gwiazdami
Plener Party III
Nie wiesz gdzie iść ?
Ostatnie opinie do artykułów
"moi drodzy, po co kłótnie, wszak i tak zginiemy w zupie" ;))))
bez przesady, aż tak dużo nie widziałam, ale trochę tego było ;)
w jednym Damian ma rację - jestem totalnie zakręcona na punkcie teatru i za dużo piszę o sztukach. Czy to się jakoś da leczyć? :)
Nie ma czegos takiego jak obiektywizm.
Kazda wypowiedz, krytyka, obraz, sa subiektywne.
Jest jednak subiektywizm z ktorym mozemy sie zgodzic, lub nie.
Z tego powodu niektorzy maja swoich ulubionych krytykow, rezyserow, fotografow.
Jezeli Damian bawil sie dobrze, wyniosl cos z tego spektaklu, nie odbierajcie mu tej radosci, i odwrotnie. Glupie jest podwazac opinie osoby
ktora na teatrze zjadla zęby i widziala kilkaset, lub kilka tysiecy sztuk.
Oczywiście różna sztuka dla różnej publiczności. Jedne lubi jelenie na rykowisku, inny dzieła Picassa. Jeden czyta Pynchona, inny tanie romanse. Tak było zawsze i nikt nie chce tego zmieniać. Na tym poziomie można powiedzieć "że o gustach się nie dyskutuje". Ale nie zmienia to faktu, że da się hierarchizować dzieła sztuki. Są wyraźne przesłanki na podstawie których można powiedzieć że Picasso był geniuszem, a jelenie to tylko twórczość dekoratywna, albo że Pynchon zmienił literaturę, a romanse to banalna rozrywka. Oczewiście nie wynika z tego, że wszyscy powinni czytać i oglądać tylko arcydzieła. Jelenie i romanse też są dla ludzi. No ale jak ktoś stara się postawić znak równości miedzy jeleniami a Picassem bo to i to komuś się podoba, to już jednak przesada jest.
Galeria jurajska wynurza się z mgły - betonowy kolos, przerośnięty ryneczek z Wałów Dwernickiego Informacja - czyli aktualności z Częstochowy, przepisy sezonowe, naturalne meble ogrodowe, tai-chi Częstochowa premiery płytowe, Festiwal TeatrówOgródkowych - Carpe Diem, Herzog na Antarktydzie - Spotkania na krańcu Świata, babcine sposoby na przeziębienie i nie tylko, kultura, piosenka, aranżacja, tekst na zamówienie, strony www, dzień świstaka, puchatek, Sposoby na przeziębienie, tai-chi Częstochowa ziemia na krawędzi, Strucla z makiem - potrawy sezonowe, "Metafizyka z Jasną Górą w tle"; recenzja książki Światło potrawy sezonowe
Nalewka z porzeczek - przepisy
Wykwintny polski trunek w postaci nalewek odszedł nieco w zapomnienie »
Maseczka z własnego ogrodu
Wybór kosmetyków na rynku jest ogromny. Czy warto tracić czas na zrobienie ich samemu?(...)













