Czwartek 9 września 2010

Felieton / „Całe życie z wariatami”- cegła w drewnianym kościele i inne wyjazdowe historie

IZABELA ŚLIWOŃ 23 czerwca 2010

„Całe życie z wariatami”- cegła w drewnianym kościele i inne wyjazdowe historie

Cytat powyżej pochodzi z ust mojej koleżanki, jej małżonek zawsze dodaje, że problemem nie jest to gdzie wyjechać, tylko z kim. Oboje mają świętą racje, dlatego im więcej wariatów tym lepiej. Jak wiadomo, zawsze może się człowiekowi przytrafić dziwna historia, chociażby jak w przysłowiu, cegła spaść na głowę w drewnianym kościele. Dlatego nie warto siedzieć w domu, jeśli tylko mamy chęci i grupę wariatów to czas znajdzie się zawsze.

Samo bycie w drodze potrafi być już niezłą przygodą, szczególnie, jeśli szuka się skrótów...Wówczas to, późną jesienną porą można się załapać na przeprawę promem przez Wisłę, o ile słowo prom można odnieść do drewnianej konstrukcji na beczkach, przeciąganej na konopno podobnej linie i asekurowanej przez flisaków. Panowie z przerażeniem poprosili nas o opuszczenie samochodu, tak na wszelki wypadek.

Rzekę można też pokonywać inaczej, czyli klasycznie po słowiańsku, brodem... naturalnie pod warunkiem, że nie robi się tego maluchem, w którym nagle wody zaczyna być do pół kostki. Należy jednak stwierdzić,
że i tak mieliśmy sporo szczęścia, bo woda wlała się tylko dlatego, że samochód zakopał się w piasku, tuż przed wyjazdem na brzeg. Pewien właściciel pięknego Jeepa skończył znacznie gorzej, otóż stojąc nad potokiem zapytał górala, czy jest tam bardzo głęboko, czemu góral zaprzeczył. Kierowca ruszył, w potoku zabulgotało, samochód znikł, a góral podsumował
„Ło pierona, a kaczce było ino do połowy”.

Inaczej sprawa ma się z koleją, tutaj można wyróżnić przynajmniej dwie możliwe katastrofy.
Pierwszą jest trafienie na flirta do Katowic, który funduje nam kriokomorę (bez polara 200 nie wsiadać) oraz dziwne wrażenia dźwiękowe (jest na tyle cichy, że słychać chrapanie współpasażerów). Istnieje też druga kategoria pociągów gwarantująca warunki równikowe tzn. temperaturę rzędu 30 stopni Celsjusza i gorąca wodę na herbatę w samowarku, niestety w platzkartach nie wypada paradować w samej bieliźnie i najgorsze,
co można trafić to górna prycza, image a’la mysz po porodzie - gratis.

Czasami podróż może być połączona z wysoko profesjonalnym marketingiem np. chińskim.
Chińscy prowadnicy pociągów, są jak polscy listonosze, dobrze zmotywowani do dodatkowej pracy w handlu obnośnym. Wydaje mi się jednak, że Chińczycy czynią swe show bardziej profesjonalnym. Weźmy na ten przykład skarpetki: Chińczyk pokazuje nam skarpetki i zachwala, po czym wiąże je do górnej pryczy, przeciąga
po nich drucianą szczotką, odwiązuje i udowadnia, że wciąż są jak nowe. Po czym szuka najsilniejszego w całym wagonie i przeciąga się z nim skarpetką, która oczywiście pozostaje jak nowa, następnie przywiązuje się skarpetkę do jakiegoś wysoko położonego elementu i pozwala, by na niej zawisł ów siłacz. Innymi słowy na chińskich skarpetkach Pudzian mógłby przeciągnąć niejedną ciężarówkę.

Wyjazd może też pomóc Wam rozwiązać problem upierdliwego szefa.
Jeśli macie duże poczucie obowiązku i nie potraficie zrezygnować z odpowiedzialności za firmę na urlopie, dlatego nie wyłączacie telefonu, albo pracujecie dla człowieka, który jest całkiem w porządku, poza tym,
że jego główną wadą jest fakt, że nie może bez Was żyć i wydzwania co najmniej 5 razy dziennie – jedźcie w Beskid Niski! Z czystym sumieniem nie odbierzecie telefonu, bo mało kto będzie się w stanie do Was dodzwonić. W końcu dobry pracownik to wypoczęty pracownik.

Wyjazd może przynieść też nową wiedzę nazwijmy ją, praktyczno-etnograficzną. Życiowa mądrość skłaniała
np. mieszkańców okolic Pszczyny do wystawiania na zewnątrz pelargonii w liczbie, która odpowiadała ilości panien na wydaniu z danego domostwa. Podczas jednej z wycieczek szkolnych jej mała uczestniczka westchnęła, że ona musiałaby mieć osiem pelargonii, na co opiekunka skansenu zapytała, czy ma aż tyle sióstr.
Rezolutna milusińska odparła, że nie ma żadnej siostry, ale jak przyjdzie więcej chłopców to ona będzie miała
z czego wybierać.

Istotnym elementem każdej wyprawy dla Polaków od zawsze były zakupy. Dlatego naszych rodaków można
za granicą rozpoznać, nie tylko po koszulkach Bezdroży, czy spodniach alpinusa, ale także po tym, że stoją przed sklepem i sprawdzają „ to się opłaca... tego się nie opłaca”. Najciekawiej wygląda to na granicy, gdy przed celnikiem stoi osobnik taki jak ja, czyli dość filigranowy (Ci mali miarę od Boga dostali, a te wielkie osły, same porosły – powiedzonko Jana Trynkiewicza), ubrany na zielono z plecakiem wojskowym typu IRAK (tylko 120 litrów) w kamuflażu pustynnym, wypakowanym po brzegi. Przerażenie celnika w oczach skłania go jedynie do zadania pytania: Co pani tam przewozi? – Trochę herbat (1/3 plecaka), trochę chałwy jakieś 2,5 kilograma
(w domu okazuje się, że jednak 3,5 kilograma) i standardowe ilości trunków nie podlegające ocleniu.
Mina celnika bezcenna, wszystko inne w lepszej cenie znajdziesz na serwisie allecośtam.pl.
Problemem są czasami zakupy tuż na granicy, gdy metraż plecaka już ich nie przewiduje. Wtedy kluczowa staje się kosmetyczka. Gdy ostatnio stałam przed takim właśnie problemem moja koleżanka poradziła – wyjmij kosmetyczkę. Miała racje znalazło się miejsca na zakupy, choć nie wiem na ile idiotycznie wygląda osobnik drepczący z kosmetyczką w ręce do busa, ale biorąc pod uwagę miny ludzi wokoło musi to być widok całkiem zabawny.

Ostatnia i najważniejsza kategoria ludzka tym razem to przewodnicy. Niebezpieczny może się okazać przewodnik bez uprawnień, który twierdzi, że doskonale zna teren. Moi znajomi doświadczyli tego, gdy nasz wspólny znajomy popilotował ich samochód przez granicę z Czechami dość wąską i urwistą ścieżką, jak się później okazało - rowerową (sic!).

Nie łudźcie się jednak, że przewodnik z poświadczonymi uprawnieniami to wariant bezpieczniejszy.
Stanowczo dementuję takie pogłoski. Szczególnie jeśli traficie na osobnika, który nie zabiera ze sobą mapy,
na wyjazd w końcu marca zakłada białe spodnie, nie zwraca uwagi na nikogo poza sobą, podejmuje decyzje
o wymarszu ze schroniska w momencie nadciągającej tuż na głowami burzy. I opieprza ortodoksyjnych jak ja, którzy nie uznają łażenia po górach pod parasolką (pewnie dlatego, że widziałam już skutki, uwielbienia dla parasolek na grani w Tatrach podczas jednej z burz, nie powiem wrażenie było piorunujące).
Moim zdaniem ten obiekt zasługuje na zgłoszenie go do nagrody Darwina, tak jak pewien prawnik pływający niegdyś po jeziorze Cadda w Texasie, ale to już całkiem inna historia.

Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest zamierzone, żadna z opisanych postaci nie jest tworem fikcyjnym. Podczas ostatniej wigilii Świętego Jana nikt nie został ranny przy skokach przez ognisko,
ani też nie utonął wyławiając wianki. Koleżanka z redakcji dementuje informacje o hodowli pelargonii na balkonie, przerzuciła się na nasturcje i kaktusy. I to by było na tyle.

Może Wy też macie jakieś niebanalne przygody z bycia w drodze?


Inne artykuły autora:  Dożynki 2010 - ostatnie przygotowaniaDożynki Jasnogórskie, czyli wielkie święto rolnictwa w CzęstochowieKrasnoludki na pielgrzymce przez PolskęW czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz. Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się, ale strasznie nudzą się w deszcz (...)Mieszczuch pod pałatką, czyli co wychodzi z człowieka w warunkach nietypowych (wersja górska)Damą byćPilna informacja dla poszkodowanych rolnikówRozmowa ze Stanisławem Gmitrukiem...(...)Gospodar moj blogoslav moj prekrasny krajTydzień z blondynką

Kalendarium imprez w regionie częstochowskim

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów

Galeria jurajska wynurza się z mgły - betonowy kolos, przerośnięty ryneczek z Wałów Dwernickiego Informacja - czyli aktualności z Częstochowy, przepisy sezonowe, naturalne meble ogrodowe, tai-chi Częstochowa premiery płytowe, Festiwal TeatrówOgródkowych - Carpe Diem, Herzog na Antarktydzie - Spotkania na krańcu Świata, babcine sposoby na przeziębienie i nie tylko, kultura, piosenka, aranżacja, tekst na zamówienie, strony www, dzień świstaka, puchatek, Sposoby na przeziębienie, tai-chi Częstochowa ziemia na krawędzi, Strucla z makiem - potrawy sezonowe, "Metafizyka z Jasną Górą w tle"; recenzja książki Światło potrawy sezonowe