Piątek 30 lipca 2010

Felieton / Daucus carota, czyli kumpel na diecie

IZABELA ŚLIWOŃ 23 lutego 2010

Daucus carota, czyli kumpel na diecie

Jeśli ktoś z Was widział program Wojciecha Cejrowskiego „Po mojemu” to być może pamięta odcinek, w którym autor tłumaczy, dlaczego nie lubi, gdy kobieta jest na diecie. Wspomina coś o bezzapachowym liściu sałaty i pachnącym dobrze wysmażonym steku. Ja się tam na dietach nie znam, nigdy na żadnej nie wytrzymałam dłużej niż 15 minut.

Jestem łasuchem (pół kubeczka ziaren słonecznika już w żołądku), uwielbiam słodycze i zdecydowanie jestem mięsożerna (nie tykam jedynie flaczków i wątróbki). Generalnie podobno lepiej mnie ubierać, niż żywić. Ja tam nie wiem, nie wyliczam aż tak dokładnie mojego budżetu, grunt, że na koniec bilans się zgadza z założeniami.

Mój znajomy zdecydował się w zeszłym roku na dietę, za co bardzo go podziwiam. Wykazał niesamowity stopień samozaparcia, konsekwencji w działaniu, nie rezygnując przy tym z normalnego trybu życia. Wysiłek naprawdę się opłacił i efekty, poza wizualnymi, pojawiły się także w zdrowiu. Dieta nie przeszkodziła mu zupełnie w nauce jazdy na nartach, choć wszyscy wiedzą, że wymaga to kondycji i sporych pokładów siły. Jedynie pewien profesor z Poznania, którego spotkaliśmy z grupą studentów w schronisku, żartował, że by dobrze jeździć na nartach najwidoczniej trzeba żywić się marchewką i kapustą.

Zupełnie tego zdania nie podzielam, aczkolwiek więcej nie będę wspierała żadnych ludzi na diecie chrupiąc
z nimi marchewkę, bo śpi się po tym jak zając na grządce z kapustą.

Niedawno zaczęła się druga tura diety, z relacji małżonki kolegi:

Dzień pierwszy
Zakupy: worek marchewki, dwa kartony jabłek
Samopoczucie: bardzo dobre
Nastawienie do świata: pozytywne
Zachowanie współpracowników: spolegliwe (po jadłospisie śniadania, wiedzą już, co ich czeka)
Wszystko odbywa się spokojnie, organizm jeszcze nie załapał, co się święci.

Dzień drugi
Zakupy: 20 dag ogórków kiszonych
Samopoczucie: nadal dobre
Nastawienie do świata: pozytywne (do czasu otrzymania informacji o tym, że zostaje bohaterem mojego felietonu)
Reakcja na ludzi: niegroźna (jedynie autorka otrzymuje informacje o jakieś zimowej wyprawie w góry, z której organizator nie przewiduje transportu zwłok)
Pierwsze objawy odczuwania diety: czytanie książki o dietach (by się upewnić, że na pewno się wie, w co się pakuje).
Trzeba było nie drażnić lwa....

Dzień trzeci
Zakupy: brak, zapasy własne na bazie marchewki i jabłek, plus kabaczek na kolacje
Samopoczucie: dobre, acz zabiegane (w pracy gonią, soczek marchewkowy na biurku już nie działa ostrzegawczo)
Nastawienie do świata: z reguły pozytywne, marchewka- tak, jabłuszko - tak, kabaczek...nie za bardzo
Reakcja na ludzi: znośna
Objawy diety: zaczyna być zimno, znaczy tłuszczyk ucieka.

Dzień czwarty
Zakupy: proszki do prania, kształtki hydrauliczne
Samopoczucie: odczuwalny fizycznie brak węglowodanów, lekki ból głowy
Nastawienie do świata: z widocznym niedoborem glukozy, fruktozy etc.
Reakcja na ludzi: tolerowalna
Objawy diety: mocne postanowienie biegów raz w tygodniu i „plavania” na basenie

Dzień piąty
Zakupy: 1 por, 1 kapusta, 10 kg jabłek
Samopoczucie: dobre (kalorie uzupełnione w płynie)
Nastawienie do świata: neutralne (naturalnie zmienne, w przypadku złamani diety od przyjemności do wyrzutów sumienia)
Reakcja na ludzi: neutralna
Pierwsze złamanie diety: 50 mil. roztworu alkoholu etylowego 40 procent o nazwie luksosowa, 2 banany

Dzień szósty
Zakupy: brak
Samopoczucie: ewidentne osłabienie, syndrom niedźwiadka w wydaniu zimowym
Nastawienie do świata: lekko wojownicze (ty razem to nie ja, słowo)
Reakcja na ludzi: lekko wojownicza (to lepiej skoczę po precelki)
Objawy diety: otoczenie uczy się trudnej sztuki chodzenia na palcach

Dzień siódmy
Zakupy: 1,5 litra wody mineralnej nie gazowanej, słoik sałatki greckiej (ogórek kiszony i marchewka w occie)
Samopoczucie: dobre
Nastawienie do świata: z lekkim przymrużeniem oka
Reakcja na ludzi: to zależy na kogo
Objawy diety: osłabienie ciśnienie 62 na 106

Na pozostały okres diety zostawiam kolegę w świętym spokoju, tak na wypadek wszelaki. Tym bardziej, że wychodzę z założenia podobnego do polskiej satyryczki. Pisała ona, iż w berlińskim zoo na klatce z lwami wisiał taki oto napis: „Gut fütern, aber nicht neckern” (co tłumaczy się: „Dobrze karmić, ale nie drażnić”).


Inne artykuły autora:  Mieszczuch pod pałatką, czyli co wychodzi z człowieka w warunkach nietypowych (wersja górska)„Całe życie z wariatami”- cegła w drewnianym kościele i inne wyjazdowe historieDamą byćPilna informacja dla poszkodowanych rolnikówRozmowa ze Stanisławem Gmitrukiem...(...)Gospodar moj blogoslav moj prekrasny krajTydzień z blondynkąZmiany w płatnościach bezpośrednich na 2010 rokZasłużeni dla powiatu 2009Jan Trynkiewicz ps. "WODNY"

Festiwal Teatrów Ogródkowych

fot. Piotr Kras

- oficjalna strona festiwalu »

Reklama na stacji

Kalendarium imprez w regionie częstochowskim

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów

Galeria jurajska wynurza się z mgły - betonowy kolos, przerośnięty ryneczek z Wałów Dwernickiego Informacja - czyli aktualności z Częstochowy, przepisy sezonowe, naturalne meble ogrodowe, tai-chi Częstochowa premiery płytowe, Festiwal TeatrówOgródkowych - Carpe Diem, Herzog na Antarktydzie - Spotkania na krańcu Świata, babcine sposoby na przeziębienie i nie tylko, kultura, piosenka, aranżacja, tekst na zamówienie, strony www, dzień świstaka, puchatek, Sposoby na przeziębienie, tai-chi Częstochowa ziemia na krawędzi, Strucla z makiem - potrawy sezonowe, "Metafizyka z Jasną Górą w tle"; recenzja książki Światło potrawy sezonowe