Z mediów

październik 29th, 2010

Media publiczne, ale i większość prywatnych, zmieniają się w agencje reklamowe i tak naprawdę są konkurencją dla tego typu przedsiębiorstw. Mają własne źródła emisji reklam, działy pozyskiwania. Brak miejsca na informacje w ścisłym tego słowa znaczeniu – publikowane materiały są kryptoreklamowymi, a jeśli już, to na dalszych stronach, w gorszych godzinach emisji; nawet programy misyjne tak naprawdę muszą mieć sponsora, albo najlepiej, żeby na nie pieniądze dało państwo czy miasto – zupełnie jakby nie było już produkcji własnej. Dziennikarze piszą teksty reklamowe, robią do reklam zdjęcia – oczywiście znacznie taniej niż profesjonalne studia fotograficzne czy agencje. I prawie wszystko dyktują ogłoszeniodawcy. Prawie, bo ostatni bastion padnie, gdy będą żądać publikowania ich błędów ortograficznych, językowych, składniowych, stylistycznych. Choć i ta bariera przepada już w tak zwanych autoryzacjach, gdzie zmieniają, za przyzwoleniem redakcji, napisane teksty na swój bełkot.

Z mediów

październik 4th, 2010

Upadek mediów to też niechęć do sprostowań rzeczy oczywistych.

Z fotografii

wrzesień 29th, 2010

Pojawiło się nowe znaczenie określenia: „fotografia profilowa” jako zdjęcie z profilu, ale nie z profilu jako takiego tylko z profilu na Facebooku.

Z dziennikarstwa

sierpień 23rd, 2010

Kto dziś jest dziennikarzem? Każdy, kto pisze na jakiejkolwiek stronie internetowej – w najgorszym wypadku nazywa się to dziennikarstwo obywatelskie. Co więcej, właściwie każdy, kto sobie jakąkolwiek stronę założy. Krótko mówiąc, dziennikarzem jest każdy. Co gorsza, także pierwszy z brzegu polityk, który w swej partyjnej przedwyborczej jednodniówce napisał cokolwiek.
Podobnie fotoreporter – to dzisiaj człowiek, który po prostu ma aparat fotograficzny, bądź telefon komórkowy z lepszymi parametrami i uprawia coś z szerokiego wachlarza: od sztuki po pstrykactwo. A jeśli już rzeczywiście ma iskrę bożą, to przez wydawców, naczelnych, także organizatorów imprez jest traktowany jak maszynka do bezpłatnego pozyskiwania zdjęć – raz wzięte od fotoreportera zdjęcie używają milion razy: na stronach, w folderach, w gazecie…
Co dziś jest gazetą? Każda ulotka reklamowa. Medium jest każda strona internetowa. Jeszcze 20 lat temu sytuacja, w której można było robić dla babci własny Dziennik TV, by nie dowiedziała się o wydarzeniach na świecie, była rodem z komedii. Dziś każdy redaguje opowieść o świecie, jaki mu odpowiada, może być jego bohaterem, kreatorem, obserwatorem.
Jakie oddziaływanie mają te media? Gazety, które ukazują się w 800 egzemplarzach, bo taki jest najmniejszy możliwy nakład, strony internetowe dla rodziny czy znajomych generujące wejścia 80-100 osób, radia z muzyką z puszki do wyłączenia po 10 minutach słuchania? Z jednej strony – wydawałoby się, powstaje totalne medium, z drugiej – coraz bardziej jest poszatkowane, rozdrobnione aż do absurdalnego: „Medium to ja i tylko ja”.

Z dziennikarstwa

sierpień 23rd, 2010

Temat, o którym mówią i piszą wszyscy, jest mało interesujący. Przynajmniej dla dziennikarza.

Z rozważań o mediach

sierpień 3rd, 2010

Wyższość gazety nad mediami elektronicznymi: wszelkie instytucje udzielające dotacji, sponsorujące, wspierające interesuje notatka o tym w wersji papierowej, bo w internecie to one mogą sobie napisać same.

Z muzyki

lipiec 2nd, 2010

Nigdy nie słuchałem nikogo, kto zagospodarowałby piękniej całą muzyczną przestrzeń, niż Vangelis. Jest jednym z najgenialniejszych kompozytorów ubiegłego wieku. I tak jak pamiętam Kitaro, Tangerine Dream, Kraftwerk, Isao Tomitę, Klausa Schulze - tylko muzyka Vangelisa oparła się wszelkiej próbie czasu. Jest wciąż pełna, niesamowita, budząca się z tła i czarująca, rozrywkowa i poważna. To chyba jedyna muzyka, której nieistnienia w świadomości nie wyobrażam sobie w całej przestrzeni swego nieistnienia. A może taka właśnie jest muzyka raju?

A gdyby ktoś nie był pewien, to po “I’ll Find My Way Home” z Andersonem, “Conquest of Paradise” czy choćby “Chariots of Fire” nigdy nie będzie miał wątpliwości.

Ze świata lektorów2

lipiec 1st, 2010

Kartkami szeleścił też Zbigniew Lutogniewski - genialny lektor, którego głosu nikt już chyba dziś nie pamięta. Spiker radiowy - od radiostacji lubelskiej w 1944 roku. Ponoć gdzieś w Polsce istnieje także szkoła jego imienia.
Związany z lubelskim radiem, czytał nawet sowieckie filmy - i w pamięci zapadł jako ich lektor. Jakby ktoś przypomniał sobie: Świat się śmieje, Czapajewa, czy choćby Królową śniegu w rosyjskiej adaptacji, to dla TVP przeczytał je właśnie Lutogniewski. Pamiętam z dzieciństwa, że on podłożył głos pod kreskówkę Chłopiec z plakatu. Uwielbiałem go jako lektora „Trójki”. Wiem, że odszedł „na posterunku”: w 1980 roku dostał zawał podczas nocnego dyżuru radiowego – chyba właśnie w lipcu lub sierpniu.
W anegdotach jest obecny jako lektor, który czytając na żywo jakiś sowiecki film powiedział, gdy lista dialogowa mu się nie zgadzała z obrazem: „Ludzie, ja nie mam polskiego tekstu”.
Był lektorem esperanto, o czym może mało kto wie, był także lektorem książek dla niewidomych.
Przecudownie czytał horrory, był, jak mnie pamięć nie myli, także lektorem Muppet Show, szło mu to o tyle łatwo, że świetnie czuł kabaret, bo sam w nim występował kiedyś. Pierwsze odcinki porucznika Columbo czytywał dla TVP również. Śmiejący się głos, który równie dobry był w brytyjskich thrillerach, komediach, czy Samotnym białym żaglu.
Cudownym radiowym głosem była też jego żona (zdaje się druga): Stella Weber, babka pełna dystansu do siebie, spikerka radiowej Trójki. Kto ich dziś pamięta?… Chciałbym takich ludzi znać.

Ze świata lektorów

czerwiec 30th, 2010

Ze wspomnianej audycji Jedynki wypowiedź na temat lektora, który dziś już nie czytuje filmów, ale jest postacią-legendą. Tomasz Knapik (też kultowy lektor) opowiedział o nim tak: - Suzina to ja poznam po jednym słowie. Był lekko nonszalancki, szeleścił kartkami, co uważane jest za błąd. Gdy zwracano mu na to uwagę, mówił: „Niech jest wiadomo, że to żywy człowiek czyta”.
*
Jan Suzin zakończył pracę w mediach 26 listopada 1996. Ale słyszałem go i później, zapowiadającego audycje Szymona Majewskiego. Wyczytałem gdzieś, że uwielbia krzyżówki i ponoć czytuje fragmenty Pisma św. podczas mszy. Całkiem niedawno słuchałem audiobooka – bodajże nazywa się: Tracy Brian „Maksimum osiągnięć” – którego lektorem jest właśnie Jan Suzin. Faktycznie szeleści kartkami, ale czyta tak jak dawniej – nikt inny nie potrafi przeczytać poradnikowej książki, by było słychać, że z przekonaniem i jednocześnie z dystansem.

Z historii filmu

czerwiec 20th, 2010

Z doskonałej popołudniowej dzisiejszej audycji radiowej w Jedynce dowiedziałem się, że istnieje Krzyk Wilhelma – najczęściej wykorzystywany dźwięk filmowy na świecie. Pojawia się zawsze, gdy giną bohaterowie filmów przygodowych itp. Ulubił go sobie George Lucas i wykorzystał go w sadze o Indianie Jonesie, Gwiezdnych wojnach, pojawił się w Batmanie i w wielu jeszcze hollywoodzkich produkcjach. Trwa 11 sekund. A wziął się z westernu pt. „The Charge at Feather River”, w którym jeden z drugoplanowych bohaterów – ów Wilhelm właśnie dostaje strzałą w udo od ukrytego w krzakach Indianina. Indianin zresztą wydaje ten sam okrzyk. A później spadający, zrzucani, strącani, usieczeni laserowymi mieczami w filmach fabularnych i animowanych, serio i w parodiach. Jak policzono, w ponad 217.
Wikipedia podaje jednak, że efekt dźwiękowy został nagrany o 2 lata wcześniej niż ów western – i pojawił się po raz pierwszy w filmie (także westernie) Distant drums z 1951 r. Dźwięk miał wydać z siebie aktor i piosenkarz Sheb Wooley. W zapisie słownym wygląda: AAAAAaah!, gdzie „A” od pierwszego do piątego jest coraz głośniejsze, a następne litery już cichutkie.