Czwartek 9 września 2010

Kultura / Anna in Badland

JULIA LISZEWSKA 26 kwietnia 2010

„Anna in Badland” - czyli monodram Anny Biernackiej „M.” w reżyserii Karola Rębisza.

Powieść „antykorporacyjna” Marty Dzido „Małż” była już kilkakrotnie adaptowana na scenę, z różnym skutkiem. Sama widziałam dość udany spektakl, wystawiony jakiś miesiąc temu w Tarnowskich Górach przez Teatr ZL, z 3 postaciami i wieloosobowym chórem męskim w tle.

Anna Biernacka

Reżyser Karol Rębisz i Anna Biernacka (grająca w „M.” rolę Magdy - głównej bohaterki) zrobili przedstawienie kameralne, postawili na intymność relacji między widzami, a aktorką. Aktorką, którą poprzednio widziałam kilka lat temu, też w monodramie - „Tu nas jeszcze nie było”, a która od tego czasu fantastycznie rozwinęła skrzydła. Już wtedy była niezła. Ale teraz ma naprawdę niesamowity kontakt z publicznością. Nie mogłam oderwać od niej wzroku. Interesowało mnie, co ma do powiedzenia, obchodziła historia jej bohaterki. A historia to jednocześnie bardzo osobista
i bardzo typowa dla pokolenia 25-30 latków, którzy w wyścigu szczurów nie załapali się do peletonu. Tylko bohaterka monodramu nie jest z tego powodu jakoś szczególnie nieszczęśliwa. Oczywiście jako bezrobotna po studiach (i praktyce w Paryżu) szuka pracy, ale nie za wszelką cenę. Nie chce sprzedać swojej prywatności na użytek firmy reklamowej, nie odda duszy na przemielenie w wielkiej korporacji, źle się czuje w szpilkach i granatowym uniformie kostiumu
i wie, że nie wytrzymałaby 12 godzin za biurkiem, wkładając papiery do kolorowych segregatorów. Próbuje znaleźć sobie miejsce w życiu, które ją nieprzyjemnie uwiera.

Uwiera, bo bohaterka nie jest w stanie zmieścić się w schemacie: dom - mąż - dziecko - praca - weekend z teściami na działce. Do tego, czego chce i kim jest dochodzi stopniowo i tę drogę Magda - Anna Biernacka pokonuje, krok po kroku, prowadząc widza za sobą. W czasie godzinnego spektaklu życie Magdy - Ani staje się też naszym życiem - wchodzimy do jej domu, obserwujemy nieudaną relację z chłopakiem, poszukiwania pracy, klęskę na polu towarzyskim (gdzie liczy się wypchany portfel i modny dizajn) - wreszcie próby odnalezienia w tym wszystkim siebie i własnych pragnień. Bohaterka spektaklu „M.” prowadzi nas przez pole minowe własnego życia powoli, ale skutecznie. I tak wiarygodnie, że dajemy się wieść za rączkę.

Książka Marty Dzido ma dwa zakończenia - pozytywne i negatywne. Anna Biernacka wybrała to pozytywne, a takie wybrać jest zawsze trudniej, szczególnie w realnym „badlandzie”. Za to też gratulacje.


Inne artykuły autora:  Nowy sezon w Teatrze im. MickiewiczaMy robimy w rozrywceMiędzy sezonamiKino na trzepakuPieprzone pierożki"Tym, co pozwala nam żyć jest obłęd" - Hłasko w Galerii PoddaszeUkraińskie klimaty w BelguTeatralne IgraszkiHedonistyczny "Miejski kraul"Kryminalni w bibliotece

Przeczytaj 1 opinię

Dodaj swoją opinię »
  • pasażer na gapę

    2010-04-30
    14:31:21

    opinia

    Zgadzam się z recenzentem, kto nie widział niech następnym razem nie zmarnuje szansy.

Kalendarium imprez w regionie częstochowskim

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów

Galeria jurajska wynurza się z mgły - betonowy kolos, przerośnięty ryneczek z Wałów Dwernickiego Informacja - czyli aktualności z Częstochowy, przepisy sezonowe, naturalne meble ogrodowe, tai-chi Częstochowa premiery płytowe, Festiwal TeatrówOgródkowych - Carpe Diem, Herzog na Antarktydzie - Spotkania na krańcu Świata, babcine sposoby na przeziębienie i nie tylko, kultura, piosenka, aranżacja, tekst na zamówienie, strony www, dzień świstaka, puchatek, Sposoby na przeziębienie, tai-chi Częstochowa ziemia na krawędzi, Strucla z makiem - potrawy sezonowe, "Metafizyka z Jasną Górą w tle"; recenzja książki Światło potrawy sezonowe