Piątek 30 lipca 2010

Kultura / Konduktorownia

ADAM FLORCZYK 18 stycznia 2010

Sportowcy i podróże autostopem

Nieczęsto odwiedza nasze miasto artysta tej klasy co Edward Dwurnik. I choćby dla samego faktu spotkania z Mistrzem warto było wybrać się na piątkowy wernisaż jego prac do Konduktorowni. Miło było widzieć, że częstochowianie docenili rangę wydarzenia i tłumnie stawili się w siedzibie Zachęty. Tym razem zadziałały mechanizmy promocyjne i zwykła poczta pantoflowa. Można było spotkać zarówno artystów, polityków, biznesmenów, jak i młodych miłośników sztuki. Bo przecież Sztuka była tego wieczoru najważniejsza.

Edward Dwurnik, fot. Piotr Kras

Zachęta zaczęła swoje „nowe życie” od wysokiego C. Nowy sezon, nowe władze i spore oczekiwania. Pierwszy wernisaż w tym roku pozwala patrzeć
z nadzieją w przyszłość. Dwurnik jest malarzem światowego poziomu. Artystą wciąż poszukującym nowych estetycznych horyzontów, ale przy tym od lat konsekwentnie kroczącym swoją ścieżką. Jego twórczość nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, lecz niezwykle intryguje. Właśnie taką sztukę chciałbym już zawsze oglądać w Konduktorowni.

zaangażowani sportowcy

Na wystawie można podziwiać prace z dwóch malarskich cykli Dwurnika: „Sportowcy” i „Podróże autostopem” Obrazy z tego pierwszego cyklu, wzbudzają u odbiorcy nieunikniony opór. To klasyczny przykład dzieł, które prowokują pytania: „To jest sztuka? Dlaczego to wisi w galerii? Każdy potrafi tak malować.
O co tyle hałasu?”. I już w tym pierwszym odruchu widz wpada w sidła artysty. W końcu to sztuka współczesna, która świadomie budzi takie kontrowersje, brutalnie wciąga nas w dialog.

„Sportowcy” to proste, wręcz prymitywne malarstwo. Na płaskiej przestrzeni dominują przysadziste, koślawe postacie, które ledwo mieszczą się w ramach. Przedstawienie jest tu niechlujne. Dwurnik odważnie i świadomie nawiązuje do sztuki popularnej oraz jej ikonosfery. Można u niego odnaleźć nawiązania do „naiwnej” ludycznej twórczości Nikifora, ale również do komiksu, prasowej karykatury i fotografii.

Cały ten cykl malowany jest w wielkim pośpiechu, byle jak. Od lat 70. artysta namalował w nim już dziesiątki (setki?) obrazów. Co wydaje się być też komentarzem, współczesnego obiegu tekstów kultury. Przecież dziś wszystko dzieje się dużo szybciej, gwałtowniej, nawet kosztem jakości. By się o tym przekonać wystarczy otworzyć gazetę, włączyć telewizor czy internet.

Ta artystyczna strategia, ta programowa bylejakość, jest w pełni uzasadniona tematyką. Bo „Sportowcy” krążą wokół problemów społecznych i politycznych. A tak właśnie Dwurnik widzi Polskę. Mówi nam, że na jej istotę składa się właśnie to co potoczne, wstydliwe. Wszystko to co najchętniej byśmy ukryli. Bezkompromisowo
i brutalnie wytyka nam palcem, naszą ksenofobię, głupotę i bezguście. Trudno o tym opowiadać za pomocą wytrawnych technik artystycznych, prymitywizm Dwurnika pasuje tu dużo lepiej.

uchwycić miasto

Po przeciwległej stronie galerii umieszczono prace z cyklu „Podróże autostopem”. Taka kompozycja wystawy potęguje kontrast między tymi cyklami. Dwurnik pokazuje tutaj, w tych portretach miast, kawał malarskiego warsztatu. Niesamowicie gra gamą barw, odważnie organizuje kompozycje obrazu – wręcz romansując
z abstrakcją. I mimo, że dzieła te zdecydowanie odbiegają od tradycyjnych pejzaży miejskich, to mogą się po prostu estetycznie podobać. Jest w nich coś harmonijnego, hipnotyzującego wręcz.

Dlaczego jednak miasta Dwurnika są tak zdeformowane? Przecież nie chodzi o jakąś ogólną przestrzeń miejską. Artysta wyraźnie wskazuje konkretne miejsca. Umieszcza charakterystyczne budynki, nadaje jednoznaczne nazwy swoim pracom: Częstochowa, Wiedeń, Kraków itd.

Wydaje mi się, że Dwurnik maluje miasta trochę na kubistyczną modłę. Próbuje je uchwycić z kilku perspektyw jednocześnie. Tylko, że nie rozumie perspektywy jedynie przestrzennie. Malarz wplata w obrazy, różne ulotne wrażenia miejskiego krajobrazu, nakłada na to topograficzne plany, pocztówkowe widoki i skojarzeniowe gry.
To prywatny kod, który układa się w estetyczny kolaż.

Bez zrozumienia miasta, nie mamy szans zrozumieć człowieka współczesnego. Bez uchwycenia tego co lokalne, tego co nas bezpośrednio otacza, nie mamy szans na zrozumienie samego siebie. Dlatego też „podróż autostopem” Dwurnika jest podrożą w głąb, w pewnym sensie podróżą ku temu co metafizyczne.

na koniec życzenia

Jak widać poprzeczka zawieszona jest wysoko. Kolejne wystawy w Konduktorowni muszą być na naprawdę niezłym poziomie, by wyjść z cienia inauguracji sezonu. Bardzo kibicuję. by już ostatecznie rozwiązały się wszystkie niejasności wokół Zachęty. Trzeba sobie życzyć, żeby to miejsce stało się prawdziwym centrum częstochowskiej kultury, a nie tylko smutnym pomnikiem naszych konfliktów, kłótni i nieudolności. Czas pokaże jak będzie.

(Autor bloga czestolovechowa.blox.pl zapewnia, że tym razem to wydarzyło się naprawdę.)


Inne artykuły autora:  Promocja obrazamiPoezja wyśpiewanaMuzyczne KalamburyArmia Waltera BenjaminaPlac Daszyńskiego w świetle i drewnie ? Częstochowa na małym ekranieCudowne zmartwychwstanie Drukarni OderfeldaWielkie kontrowersje w Konduktorowni

Festiwal Teatrów Ogródkowych

fot. Piotr Kras

- oficjalna strona festiwalu »

Reklama na stacji

Kalendarium imprez w regionie częstochowskim

Twoja wyszukiwarka

Ostatnie opinie do artykułów

Galeria jurajska wynurza się z mgły - betonowy kolos, przerośnięty ryneczek z Wałów Dwernickiego Informacja - czyli aktualności z Częstochowy, przepisy sezonowe, naturalne meble ogrodowe, tai-chi Częstochowa premiery płytowe, Festiwal TeatrówOgródkowych - Carpe Diem, Herzog na Antarktydzie - Spotkania na krańcu Świata, babcine sposoby na przeziębienie i nie tylko, kultura, piosenka, aranżacja, tekst na zamówienie, strony www, dzień świstaka, puchatek, Sposoby na przeziębienie, tai-chi Częstochowa ziemia na krawędzi, Strucla z makiem - potrawy sezonowe, "Metafizyka z Jasną Górą w tle"; recenzja książki Światło potrawy sezonowe